1 Ile razy udało sie Wam cudem uniknąć zderzenia z pędzącym na hulajnodze nastoletnim, wyprostowanym jak struna „królem(ową)” chodników? To samo dotyczy tychże nastoletnich rowerzystów trzymających jedną ręką a kierownice a w drugiej smartfona, na którym oczywiście skupiona jest cała uwaga kierującego.
1. Ale zajmijmy sie tylko hulajnogami .Policyjne statystyki są alarmujące: 11 osób zginęło w Polsce do lipca w wyniku używania hulajnogi To tyle co w całym 2025 roku i więcej w porównaniu z poprzednimi latami .Według danych Komendy Głównej Policji w 2025 roku użytkownicy hulajnóg elektrycznych uczestniczyli w 1158 wypadkach drogowych, w których 1055 zostało także rannych. Rok wcześniej policja odnotowała 752 takie wypadki, pięć ofiar śmiertelnych i 661 rannych. Liczba wypadków wzrosła więc w ciągu roku o około 54 procent, a liczba zabitych ponad dwukrotnie. Mamy zatem wyraźnie wzrostowa tendencję.
2. Charakterystyczne są także inne dane (potwierdza je też nasza codzienna obserwacja): Z danych przytaczanych przez Motoguru za 2025 rok wynika, że użytkownicy hulajnóg w wieku od 7 do 14 lat spowodowali 243 wypadki, w których zginęły 3 osoby, a 265 zostało rannych. W grupie od 15 do 17 lat odnotowano kolejnych 149 wypadków. Mówimy więc w dużej mierze o dzieciach rozpędzających się pojazdami, które ważą po kilkanaście, a czasem kilkadziesiąt kilogramów.
3. Według entuzjastów ekologizmu hulajnogi i rowery elektryczne miały być ekologiczną rewolucją w miejskim transporcie, a stały się jedyną kategorią uczestników ruchu, której statystyki wypadkowe lecą w górę, podczas gdy cała reszta polskich dróg robi się bezpieczniejsza. Zatem coraz więcej pieszych i kierowców zaczyna głośno pomstować i mówić o potrzebie zakazów. I trudno im się dziwić.
4. Na chodnikach przeznaczonych wszak wyłącznie dla [pieszych stało sie w dobie elektrycznych szybkich i ciężkich hulajnóg po prostu niebezpiecznie. Cała infrastruktura, wszystkie przejazdy dla rowerzystów, wyjazdy z posesji, skrzyżowania dróg rowerowych z chodnikami i jezdniami, zostały zaprojektowane w epoce, w której na drogę dla rowerów wjeżdżał człowiek pedałujący siłą własnych mięśni. Ktoś, kto na dojeździe do skrzyżowania poruszał się w tempie 10, może 15 kilometrów na godzinę, a co mądrzejszy jeszcze intuicyjnie zwalniał, by uniknąć ryzyka kolizji.
5. Problem pogłębia także nagminne nieprzestrzeganie obowiązujących (choć niewystarczających) Formalnie bowiem limit to 20 km/h, ale praktyka wygląda zupełnie inaczej. Pod koniec czerwca policjanci z Bytowa zatrzymali użytkownika hulajnogi, który drogą wojewódzką jechał niemal 70 km/h, a na początku lipca w Rzeszowie zatrzymano 16-latka pędzącego 52 km/h na sprzęcie, który zdaniem policji mógł rozpędzić się do 79 km/h. W sklepach otwarcie informuje się klientów, że parametry oferowanych hulajnóg pozwalają jechać znacznie szybciej niż ustawowy limit, . Przy elektrycznym jednośladzie jadącym 40 km/h zapas na reakcję topnieje do ułamka czasu potrzebnego na jakąkolwiek reakcję.
6. Jazda hulajnogą elektryczną jest obwarowana formalnie nie tylko limitem 20 km/h, ale także wymogiem karty rowerowej dla osób w wieku 13 do 17 lat, a od czerwca także obowiązkiem kasku dla najmłodszych. Kodeks wykroczeń nakazuje także na drodze dla pieszych poruszać się z prędkością zbliżoną do prędkości pieszego.
7. Jednak jest to prawo jest martwe nie tylko dlatego ze niewielu je przestrzega a także dlatego, że nikt go nie egzekwuje . Nikt nie mierzy prędkości hulajnóg na chodnikach, nikt nie kontroluje masowo kart rowerowych, a sprzęt zdolny do jazdy 79 km/h można legalnie kupić w każdym markecie. Sama jazda na hulajnodze niezgodnie z przepisami kosztuje na papierze od 50 do 2500 zł, tyle że ryzyko wpadki jest bliskie zeru.
8 . Walka z hulajnogowym sobiepaństwem na chodnikach jest trudno. Stoją za nim nie tylko wyznawcy ekologizmu ale także potężna branża tj. operatorzy wynajmu, importerzy, sieci handlowe, dla których każdy kolejny sezon to konkretne pieniądze i którzy będą bronić status quo do upadłego.
9. Co maja zatem zrobić miliony pieszych, w tym seniorzy i rodzice z dziećmi, dla których zwykłe przejście chodnikiem stało się grą w rosyjską ruletkę, oraz kierowcy, którzy odpowiadają portfelem i punktami karnymi za cudzą brawurę. Obie te grupy są dziś zakładnikami tyranii ludzi zasuwających po chodnikach czymś, co jest de facto skuterem, tyle że bez tablic, bez OC i bez odpowiedzialności.
10. Co mają zrobić? Przywołać jako przykład wiele miast w świecie w tym Melbourne, którego radni w 2024 roku zakazali użytkowania miejskich hulajnóg elektrycznych na wynajem a prywatne obowiązuje całkowity zakaz wjazdu na chodniki . Przywołać te przykłady i żądać od polityków ich wdrożenia w Polskich miastach. Inaczej statystyki ilości rannych i zabitych z powodu „ekologicznych” hulajnóg elektrycznych będą rosły.
Marek Słomski