Piotr Słomski i Krzysztof Zanussi
Wywiady

Rozmowa z Krzysztofem Zanussim: O sztuce jako pomoście między duchem a materią…

Niedawno gościem III Ogólnopolskiego Pleneru „Mosty Sztuki”, który odbył się w Main House Pałac Mosty, był Krzysztof Zanussi. Dla naszej redakcji była to okazja do przeprowadzenia wywiadu z tym znanym i cenionym w Polsce i na świecie reżyserem.

Uczestniczymy w plenerze „Mosty Sztuki”. Tytuł spotkania z Panem brzmi: „Czy jest coś poza rzeczywistością materialną? Sztuka w roli pomostu między materią a duchem.” Czym dla Pana osobiście jest tak pojęta funkcja, jaką staramy się przypisać sztuce – czyli pomostu między tym, co materialne a rzeczywistością duchową?

Sztuka jako pomost między materią a duchem, to bardzo ładne, poetyckie zdanie. Ono pokrywa się z tym, co powiedział prof. Hugo Steinhaus – z tym, że on przypisał tę funkcję matematyce. Powiedział, że właśnie matematyka jest pomostem między materią a duchem. Ta myśl – zarówno w odniesieniu do matematyki jak i sztuki – jest piękna, bardzo mi się podoba i osobiście chciałbym, żeby sztuka czymś takim była, ale niestety często nie jest. Widzę, że jest to jedynie postulat, natomiast sama sztuka zdaje się pozostawać tak bardzo w sferze materii, że w ogóle nie odrywa się od niej w stronę ducha. Uważam, że to wielka szkoda, gdyż jest to utrata pewnej kompetencji, którą sztuka mogłaby posiadać.

Człowiek, przeżywając swoją egzystencję, często zadaje sobie pytanie, czy istnieje coś poza doświadczalną rzeczywistością, która go otacza. Pana również to pytanie nurtuje i w swoich filmach poprzez wielu ukazanych w nich bohaterów, stawia je Pan. A jak sam się Pan do tego odnosi?

Sądzę, że nie mogę powiedzieć w wywiadzie więcej, niż powiedziałem już w swoich filmach, gdyż byłyby to zwierzenia zbyt intymne. To pytanie dotyka takich spraw, które są ostateczne, od których nie ma już dalszych odwołań, kamuflażu, czy zasłony, za którą można byłoby się ukryć. Jeśli miałbym wycisnąć esencję z Pańskiego pytania, to pyta mnie Pan, czy wierzę w nieśmiertelność. Musiałbym się więc tutaj bardzo zastanowić, co oznacza słowo „wierzę”, bo jest to słowo, które coś przybliża, ale jednocześnie może oznaczać rzeczy istotowo dalekie od siebie.

To pytanie zdaje się szczególnie nurtować bohaterów Pańskiego ostatniego filmu „Liczba doskonała” – Joachima i Davida, opartego na dialogu przeplecionym elementami sensacyjnymi. Co Pana zainspirowało do ponownego poruszenia tematu istnienia Absolutu i tego, że on działa poprzez różne znaki?

Mam przekonanie, że to, nad czym ludzkość zastanawia się odkąd sięgamy zbiorową pamięcią – jeszcze przed myślą Grecji i Rzymu – nie mogło się w pewnym momencie „urwać”, ani „skończyć”. To jest aktualne do dzisiaj. Ideologiczny wpływ wieku XIX, czyli okresu scjentyzmu, który moim zdaniem ograniczył horyzonty ludzkości, wraz z nową fizyką przemija – to, co było jego przesłaniem, stało się już nieaktualne, trzeba więc powrócić do pytań zasadniczych, ponieważ one nie tracą nigdy na aktualności. Takie jest moje osobiste przekonanie, lecz niełatwo jest mi skłonić do niego innych. To przekonanie jest przekorne i nie „sprzedaje się” dobrze.

Jak Pan odnosi się do licznych napięć mających obecnie miejsce na świecie – widać, że budzą one w ludziach egzystencjalny niepokój, który naturalnie nie pozostaje obojętny dla artysty?

Myślę, że ciągle obowiązuje rzymskie porzekadło o tym, że tam, gdzie słychać szczęk broni, tam milkną muzy. I ten czas wojny nie sprzyja sztuce, ale pewnie będzie kiedyś przez nią „skonsumowany”. Osobiście nie widzę żadnego ożywienia, a wręcz przeciwnie, dostrzegam pewną płaskość publicystyczną w tym, co sztuka nam obecnie oferuje. Nie ma żadnej refleksji na temat natury zła, czy natury wojny – chociażby tego typu, jak u Camusa. Niemniej nadal mam wrażenie, że sytuacja jest – i powiem to przewrotnie – normalniejsza, gdyż stan konfliktu jest naturalnym stanem ludzkości. Są tylko te błogosławione chwile, gdy „na moment” wszystko się uspokaja i tak właśnie ten „moment” pokoju przeżyliśmy, myśląc naiwnie, że tak będzie już zawsze. Tak oczywiście być nie może. Moje pokolenie przeżyło piękne chwile, czyli obalanie zła w czasach „Solidarności”, obecnie zaś widzimy serdeczny wybuch życzliwości wobec Ukrainy w jej aspiracjach do niezależności i wolności, czyli wartości, które są nam bliskie, więc mimo tych wszystkich mrocznych punktów, są jednak elementy jasne, które dają nadzieję.

W jednym z wywiadów stwierdził Pan, że świat bezpiecznego dobrobytu może się łatwo degenerować, mimo że paradoksalnie jest to świat przez człowieka wymarzony. Co może być źródłem siły i nadziei dla człowieka naszych czasów, który zdaje się, już tak wiele zdobył, ale mimo to często czuje się przytłoczony?

To, że człowiek sobie nie radzi, może być oznaką poniesionej klęski. Dlatego mówię przewrotnie, że przeżyć życie i nie zwariować, to już jest oznaka sukcesu. Jeżeli pułap ludzkich aspiracji rósłby proporcjonalnie do pułapu ludzkich możliwości, to twierdziłbym, że mamy przed sobą wielką przyszłość. Możemy przecież dokonać rzeczy wielkich dla przyszłych pokoleń, np. nawodnić Saharę. To wszystko jest – pewnie na bardzo odległym horyzoncie. Do tak ukierunkowanego rozwoju może zmierzać nauka i wysiłek przemysłu. I możemy poświęcić takim celom wysiłek całych pokoleń. Nie musimy koniecznie bez przerwy się bogacić, bo na to nas po prostu materialnie nie stać. Ta planeta nie wytrzyma tego, żebyśmy wszyscy mieli coraz więcej, gdyż jest to zbiór ograniczony. I czy na pewno o to chodzi…?

Przed rokiem, na swoje 85-te urodziny otworzył Pan forum na portalu społecznościowym i odpowiadał na zadawane licznie pytania. W tym roku, wyszedł Pan z analogiczną propozycją. Czy któreś z tych pytań jakoś Pana szczególnie zaskoczyło swoją oryginalnością i pozostało w pamięci?

Przecenia Pan moją pamięć (uśmiech). Ona po prostu zmaga się z tym, żeby znaleźć odpowiedzi, po czym towarzyszy mi poczucie, że to dzielenie się refleksją jest już za mną… i nie powracam pamięcią do tego, co mówiłem. Niemniej, jedną z refleksji, która towarzyszy mi właśnie na skutek pytań, jakie ludzie mi zadają, to ta dlaczego o miłości, która jest odpowiedzią na wszystko, mówimy ciągle w kategoriach ilościowych, a nie wartościujących. Mówimy, że miłości jest więcej lub mniej, zamiast mówić, że może ona być lepsza lub gorsza i że dzisiaj jest bardzo dużo złej miłości. To jest często ta miłość, która przechodzi łatwo w nienawiść, gdyż jest tandetnego gatunku…, ale też jest miłością – tylko marną. Na drugiej szali, jest oczywiście ta wielka miłość, którą kojarzymy z boskością, i która pojawia się w naszym życiu, dostarczając inspiracji również kulturze.

Dziękuję za rozmowę

Piotr Słomski

Udostępnij: